Stránka:bw-tom13.djvu/13

Z thewoodcraft.org
Tato stránka byla ověřena


Pokračování textu ze strany 11

… słońcem, deszczem i obracać swoje listowie. To frapujące, bowiem drzewa pokazują jaśniejszy spód liści, jakby podkasywały spódnice, a wiatr głaszcze i pieści ich kolana. Przy tym te najmłodsze gałązki, utrzymujące tegoroczne, pierwsze liście, były najbardziej śmiałe jeśli chodzi o giętkość. Nie chodzi tu jednak o cnotliwość obyczajów. To wszystko jest niewinnym wianiem wiatru, którego sensem jest roznoszenie ponadnormatywnych zapasów molekuł tlenu, które liście i drzewa wypuszczają ze swoich tkanek jak bąbelki. Dlatego wiatr wiejący sponad lasów pełny jest tlenu. To stwierdzenie nie jest może zgodne z regułą rozprężliwości gazów, ale możemy tak myśleć, choć już na Saharze tak myśleć nie możemy, ponieważ nie rosną tam lipy ani dęby i jawory. Oprócz tego powietrze w tej części naszej Ziemi zawiera tyle tlenu, ile w dorzeczu naszej rzeki, nad którą czyniłem ową obserwację.

Miałem w dziczy trzy siekiery. Pierwsza była drwalska typu hudsonowskiego z łupliwym ostrzem. Tą siekierą można ścinać drzewa, obcinać pnie i wydłubywać klin po tej stronie drzewa, na którą chcemy go położyć. Jest to wspaniały rodzaj siekiery, używany przez wszystkich mężczyzn nad brzegami rzeki Hudson, Leny i Jeniseju. Miałem jeszcze siekierę czeską z prostym jesionowym styliskiem. Siekiera ta dobra jest do karczowania pni i nie zaszkodzi jej, gdy czasem tępo zadzwoni o ukryty kamień. Jest przydatna do pracy w czeskich lasach i zwykle jej ostrze leczy pilnik. Łupała w sposób niezawodny kloce dębowe i sosnowe, które bywają często przerośnięte czerwonymi sękami, zwłaszcza jeśli owa siekiera została dobrze ukierunkowana i podniesiona wyprostowanymi ramionami, przy czym lewa ręka przy uderzeniu zjeżdża po gładkim, prostym stylisku do prawicy, by droga ostrza była jak najdłuższa, a siła uderzenia jak największa. Do tej pracy zakładałem stare rękawice ze skóry jeleniej, bowiem skóra moich dłoni nie była dość twarda i gładka. Niekiedy jednak starczyło samo uderzenie metalu, bez siły uderzeniowej ramion, i buk, jak również wiąz, od razu się rozszczepiał. Nie zdarzało się to w przypadku jodły, która stawiała opór przebiegiem swoich włókien.

Miałem do tego jeszcze siekierkę ze styliskiem z klonu polnego, czyli z paklonu, do łupania i ciosania świerkowych drzazg, chociaż doświadczony drwal na brzegach Wielkiego Jeziora Niewolniczego zawsze daje sobie radę z jedną siekierą. Była to mała siekierka, prawie jak kuchenna, którą nasze babki używały do łupania drzazg na podpałkę czy na łuczywo do oświetlania pomieszczenia wieczorami.

..text pokračuje