Stránka:bw-tom13.djvu/11

Z thewoodcraft.org
Tato stránka byla ověřena


Pokračování textu ze strany 10

Zajmowałem się więc obserwowaniem różnorodności spadającego listowia, rozczesującego słoneczne promienie. Wyniki tejże obserwacji nie będą miały wpływu na wzrost masy drzewnej, mimo że sposób spadania poszczególnych liści ma swoje prawa, tkwiące już w charakterze drzew. W pierwszej kolejności należy ustalić, że listowia nie obowiązuje twierdzenie Newtona o swobodnym spadaniu. Raczej twierdzenie o pięknie poruszania się w powietrzu oraz o jego przemijaniu.

Ślizgowy lot nieparzystopierzastych liści jesionu może wzbudzić podziw. Zawsze odbywa się w ten sam sposób – nieparzystym przykwiatowym liściem do przodu, mimo że ogonek liścia działa jako punkt ciężkości i ster skrzydeł, śmigiełka orzeszków grabowych, niczym powoli lądujący śmigłowiec, wkręcają się w warstwy powietrza, które - jak wiadomo - gęstnieją w kierunku ziemi. Jednak przy choćby najmniejszym powiewie te nieparzystopierzaste liście jesionu wpadają w wir, z którego nie ma już powrotu ni wymanewrowania. Niektóre kapryśne orzeszki grabów zlatują śmigłowym ruchem ku ziemi nie pojedynczo, lecz w grupowym locie, chwilkę trzymając się wspólnie niczym desantowcy trzymający się ręka w rękę. Rozważałem, kto mógł wpaść na pomysł, aby szybować w kierunku ziemi w grupach o kształcie gwiazdy. Czy byli to spadochroniarze, czy też pływaczki w basenie podczas pływania figurowego? Jednak wynalazek grupowych lotów niewątpliwie jest zasługą cichych grabowych płodów późnej, lśniącej jesieni.

Jest jednak możliwe, że ów grupowy lot spadochroniarzy oraz orzeszków grabowych został podpatrzony u nasion kozibrodu czy dmuchawca i trudno powiedzieć, kto z nich pierwszy przeżył to podniosłe uczucie – podniosłe choć wzbudzone zlatywaniem, nie zaś wznoszeniem – opadania na cichą powierzchnię planety Ziemia w nastroju wspaniałej wolności jasnego września.

Nieustanne spadanie rozczochranych płodów, ślizgowy lot z jednej strony na drugą liści jaworowych i ich krążenie wokół własnego ogonka, przeniesione przez siatkówkę do najgłębszych zakamarków duszy, sprawiało wrażenie efektu stroboskopowego. Działało to trochę jak hipnoza. Bardzo długo przyglądałem się temu abstrakcyjnemu kinematografowi, aż zostałem obudzony twardym uderzeniem żołędzia, który wylądował na moim czole; byłem wdzięczny, że znajduję się w szerokości geograficznej środkowych Czech i że to nie był orzech kokosowy. Kiedy indziej przerwałem rąbanie drewna i obserwowałem zbocze, które było naprzeciw, za rzeką, kędzierzawe od liściastych drzew. Podpatrywałem, jak drzewa oddają się wiatrowi. Podczas gdy pień drzewa tkwi mocno w kamienistej ziemi, coraz dalej w kierunku brzegów koron gałęzie i gałązki są bardziej giętkie i dzięki temu mogą się pieścić z wiatrem, ..text pokračuje